![]() |
Poradnik fotoamatoraRodzaje aparatów
Przedstawiamy zatem: aparat skrzynkowy. Tak, właściwie skrzynka. Zupełnie skromny w porównaniu z innymi typami. Ale nie lekceważmy go sobie: toć to najbliższy krewny kamery Daguerre'a. Zresztą, by nie pozostawać poza ramami postępu technicznego, współczesne aparaty skrzynkowe na ogół niczym nie przypominają sześciennej skrzyneczki, choć do niedawna tak właśnie wyglądały. Przeciwnie, producenci silą się, by choć zewnętrznie naśladować kształty najmodniejsze. Wytworzyła się u nas kategoria snobów, oceniających aparaty według ich wartości. "Ładne zdjęcia można robić jakoby tylko Zenitem lub Prakticą, natomiast aparatu skrzynkowego w ogóle kupować nie warto". Najtańsze ze wszystkich aparaty skrzynkowe, czyli tak zwane kiedyś "boxy", są ze wszech miar godne polecenia dla początkujących. Oto ich zalety:
Amatorzy-spece powiedzą, że "jasność obiektywu" (a poprawnie mówiąc maksymalny otwór względny obiektywu) takiego aparatu jest niewielka, co utrudnia zdjęcia w złych warunkach świetlnych. Gdyby nawet mieli rację, to trzeba by na to odpowiedzieć, że początkujący powinien zaczynać od motywów najprostszych, a więc od zdjęć w słońcu, w południe i na wolnym powietrzu. 90% wszystkich zepsutych zdjęć nie udało się dlatego, że ludzie niewiele wiedzący o fotografowaniu, porywali się od razu na najtrudniejszą dziedzinę: wnętrza i światło sztuczne. Zresztą przy pewnym minimum wprawy także aparatem skrzynkowym można robić zdjęcia w gorszych warunkach, np. przy sztucznym oświetleniu. Takim właśnie aparatem jest popularny i tani, rodzimej produkcji Ami. Można nim robić zdjęcia w formacie 6 x 6 cm - 12 zdjęć na rolce filmu, a raczej błony zwojowej. Ma on jeden tylko czas otwarcia migawki, około 1/50 sekundy, ale ma również literę B, co we wszystkich migawkach oznacza, że można nią robić także zdjęcia "na czas", to jest naświetlać tak długo, jak długo naciskamy spust migawki. Ponadto w tym prostym aparacie zastosowano synchronizację, a więc możliwość fotografowania w każdej trudniejszej sytuacji, gdy pora dnia nie pozwala już na zrobienie zdjęcia. Można wówczas zastosować lampę błyskową, tzn. włączyć specjalną żaróweczkę, która da błysk odpowiedniej mocy jednocześnie z naciśnięciem migawki. Aparaty mieszkowe są następnym typem kamer fotograficznych
- a charakteryzują się mieszkiem, czyli harmonijką, którą składa
się przy zamykaniu. Zamknięty aparat jest płaski i wygodny w noszeniu.
Przeważnie są to aparaty na format 6 x 9 cm. Ze zdjęć tego formatu,
kopiowanych stykowo, można w najłatwiejszy sposób wykonać odbitki fotograficzne.
Najprostsze aparaty tej grupy niewiele różnią się od aparatów skrzynkowych,
oczywiście poza konstrukcją pozwalającą na ich składanie. Są one wyposażone
w proste migawki o małej ilości czasów otwarcia, a ich obiektywy mają
niewielki otwór względny. Bardziej rozbudowane modele mają urządzenia
dodatkowe, jak np. samowyzwalacz, ochronę przed podwójnym naświetleniem,
automatyczny licznik zdjęć itp. Wreszcie aparaty te mogą mieć wbudowany
przyrząd do nastawiania na ostrość (sprzężony dalmierz), wbudowany
światłomierz, a także szereg innych urządzeń, które zeń czynią doskonałe
narzędzie pracy. Trzeba jednak powiedzieć, że obecnie zaprzestano już
na świecie produkcji tego typu aparatów z wyjątkiem konstrukcji specjalnych,
przeznaczonych do pracy zawodowej, a więc niedostępnych dla fotoamatorów,
chociażby ze względu na wysoką cenę. Na naszym rynku popularne modele
aparatów mieszkowych spotkać można jeszcze tylko w sprzedaży okazyjnej,
w sklepach komisowych. Następną grupę stanowią lustrzanki. Lustrzanką do fotografowania
na błonie zwojowej, tej samej, na której w aparatach 6 x 9 uzyskuje się
8 zdjęć. Zdjęcia wykonane lustrzankami są prawie wyłącznie formatu 6 x
6. Lustrzanką na tej błonie uzyskuje się więc nie 8, lecz 12 zdjęć. Są
dwa zasadnicze modele lustrzanek: dwuobiektywowe i jednoobiektywowe.
W jednym i w drugim typie zasada lustrzanki jest taka sama, a mianowicie:
widok motywu fotografowanego, przechodząc przez obiektyw, odbija się w
lustrze, umieszczonym w aparacie pod kątem 45 stopni, a lustro
rzutuje go na matówkę umieszczoną poziomo. Na matówce więc widzimy
obraz motywu w wielkości, jaką uzyskamy na negatywie, oraz kontrolujemy
ostrość nastawiania obiektywu. Obraz na matówce, wyraźny, duży (6 x 6
cm) jest odwrócony stronami, tj. prawa strona jest po lewej stronie matówki
i odwrotnie. Nad matówką w droższych lustrzankach umieszczany bywa pryzmat
pentagonalny, a obraz obserwowany na niej poprzez pryzmat, dzięki
kilkukrotnemu odbiciu się, będzie już miał strony właściwie położone,
czyli nie będzie odwrócony. Lustrzanki, jak i aparaty innych typów, są różnie wyposażone. W starszych typach trzeba - przesuwając błonę - zaglądać w czerwone okienko, aby przygotować odcinek błony do następnego zdjęcia; trzeba napiąć migawkę, zestroić ją z przysłoną itp. W nowszych modelach wprowadzono wiele udogodnień. Lustrzanki dwuobiektywowe mają z reguły optykę niewymienną, obiektywy ich są na stałe wbudowane w aparat, podczas gdy w jednoobiektywowych można stosować różne długości ogniskowych, wymieniając obiektywy nieraz jednym ruchem ręki. Stanowią one narzędzie pracy wprawnego, zaawansowanego amatora. Takimi właśnie są aparaty Pentaconsix produkcji niemieckiej oraz Zenit 80 i Kijew 6 S, oba produkcji ZSRR - wszystkie na format 6 x 6 cm. Można do nich stosować obiektywy standardowe o kącie widzenia ok. 54o, a także szerokokątowe, bo obejmujące kąt do 75 stopni zwane też krótkoogniskowymi oraz obiektywy długoogniskowe obejmujące kąty węższe niż 39 stopni. Stosując zaś między obiektywem a aparatem pierścienie pośrednie zastępujące jak było w dawnych aparatach - wyciąg miecha, można fotografować obiekty małe i z bliska. Najatrakcyjniejszą grupę aparatów dla wielu miłośników fotografii stanowią aparaty małoobrazkowe, nazwane tak dlatego, że zrobione nimi zdjęcie (negatyw) jest istotnie małe, najczęściej rozmiaru 24 x 36 mm, a nawet jeszcze mniejsze: 24 x 24 i 18 x 24 mm. Ten pierwszy format (24 x 36) dawniej nazywano formatem leikowskim, gdyż wprowadzono go już w roku 1925 w słynnej z precyzji Leice. Odtąd coraz bardziej stawał się ten format popularny i dziś miliony amatorów na całym świecie uprawiają fotografię małoobrazkową. Na jego popularność złożyło się szereg czynników. Z jednej strony duża liczba modeli aparatów, przystosowanych do formatu małoobrazkowego. Z drugiej zaś fakt, że jest to format szczególnie oszczędny, gdy idzie o zużycie materiałów światłoczułych. W aparacie małoobrazkowym zdjęcia wykonuje się na błonie perforowanej o szerokości 35 mm, takiej samej, jak taśma filmowa używana do celów kinematograficznych. Perforację stanowią dwa rzędy otworów po obu brzegach błony. Z tymi otworkami zazębia się rolka aparatu powodując przesuwanie błony. Na odcinku 1,7 m.b. takiej błony uzyskuje się 36 zdjęć formatu 24 x 36 mm lub też 72 zdjęcia formatu 18 x 24 mm. Wystarczy liczby te porównać z ośmioma zdjęciami formatu 6 x 9 lub dwunastoma zdjęciami formatu 6 x 6, uzyskiwanymi na błonie zwojowej. Biorąc nawet pod uwagę fakt, że błona małoobrazkowa kosztuje na ogół o 50% więcej niż błona zwojowa, to i tak koszt jednego negatywu małoobrazkowego wyniesie w efekcie połowę kosztu negatywu formatu 6 x 6 oraz 1/3 kosztu negatywu 6 x 9. Oszczędność jest więc niewątpliwa. Negatywy małoobrazkowe, czy to 24 x 36 mm czy też 18 x 24 mm, trzeba oczywiście powiększać dla uzyskania pozytywów nadających się do bezpośredniej obserwacji. I okazuje się, że powiększać je można bez trudności. W miarę rozwoju fotografii małoobrazkowej produkcja błon 35 mm ulepszana była nieustannie i dzisiaj dobrze wywołana błona daje nam negatywy o bardzo drobnym ziarnie oraz wysokim stopniu ostrości. Z każdej klatki prawidłowo naświetlonego negatywu można zrobić dobre technicznie powiększenie i to zarówno w popularnym formacie kieszonkowym 6 x 9 cm, jak też 13 x 18 cm, 18 x 24 cm, a nawet dużo większe. Poza oszczędnością na materiale negatywowym są i dalsze przyczyny tak ogromnego spopularyzowania fotografii małoobrazkowej: od chwili wypuszczenia w świat pierwszego aparatu małoobrazkowego konstruktorzy bardzo wyraźnie faworyzowali ten typ aparatu stwarzając przez te lata zupełnie nowy, a najbardziej wszechstronny system fotografii małoobrazkowej, w którym są rozwiązane różne wymagania stawiane fotografii we wszystkich dziedzinach życia, pracy czy nauki. Kupując aparat małoobrazkowy (wysokiej klasy) z jednym obiektywem standardowym, będziemy z niego mieli prawie ten sam pożytek, co z aparatu tańszego. Gdy natomiast dokupować będziemy obiektywy dodatkowe: szerokokątowe, długoogniskowe czy teleobiektywy, wówczas zakres możliwości niezmiernie się powiększy. Dokupione zaś pierścienie pośrednie, czyli inaczej - tubusy, wkręcane między aparat a obiektyw, pozwolą na robienie zdjęć przedmiotów niewielkich, np. pchły, od razu powiększonych do wielkości całej klatki, tj. 24 x 36; na reprodukowanie pism, obrazków, stronic książek. Można też fotografować przez mikroskop uzyskując od razu zdjęcia powiększone kilkaset razy, czyli uprawiać mikrofotografię. To słowo odróżniać trzeba od słowa makrofotografia, które oznacza fotografowanie rzeczy małych, drobnych, ale dobrze dostrzegalnych gołym okiem. Ten rozwój techniki budowy aparatów małoobrazkowych spowodował, że dziś mamy do wyboru ogromną liczbę modeli: Każdym z nich jednak, czy tym tanim, czy tym drogim i najdroższym, można robić dobre, ładne, a nawet wspaniałe zdjęcia. By się jakoś z grubsza zorientować w tak wielu typach aparatów małoobrazkowych, trzeba je podzielić na dwie zasadnicze grupy: 1. Celownikowe - kiedy obraz zdjęcia, które zamierzamy wykonać, oglądamy w wizjerze, tj. celowniku optycznym, czyli małej lunetce. Oczywiście jest to obraz zmniejszony, lecz wyraźny i dokładnie obejmujący to, co "widzi" obiektyw. Aparaty celownikowe dzielą się z kolei na dwa rodzaje: a) bez dalmierza: celownik pokazuje właściwy temat i wyznacza jego granice, natomiast samemu trzeba określić odległość do motywu i ustawić obiektyw "na ostrość". W tej serii znajdują się najtańsze, np. Smiena 8 M produkcji ZSRR, która ma jasny obiektyw o maksymalnym otworze względnym 2,8 i ogniskowej 40 mm, a więc o dość szerokim kącie widzenia. Obiektyw oczywiście niewymienny z migawką centralną o czasach ekspozycji 1/15,1/30,1/60 i 1/250 s oraz B dla dłuższych naświetleń. Łatwy w obsłudze, może śmiało być tym pierwszym aparatem, którym początkujący amator rozpoczyna naukę fotografowania. Ma on szerokie możliwości "łapania" nawet scen w ruchu (migawka 1/250 s.), na gorąco. b) z dalmierzem, czyli z wbudowanym w aparat instrumentem optycznym, który pozwala ustawić ostrość automatycznie, bez potrzeby określania ścisłej odległości motywu od aparatu. Jest to ciągle jeszcze potężna grupa; kilkadziesiąt, jeśli nie więcej, modeli produkują w NRD, ZSRR, USA, Francji, Japonii i innych krajach świata. Od stosunkowo tanich do bardzo kosztownych, w zależności od konstrukcji, precyzji wykonania i obudowy kamery takimi urządzeniami, które ułatwiają i upraszczają proces fotografowania. Na naszym rynku spotyka się niewiele tego typu modeli. Są nimi przede wszystkim aparaty produkcji radzieckiej, a więc Fed, Zorha, Kijew. Mocne, solidne aparaty. Każdy z nich budowany jest w kilku wariantach oznaczonych cyframi. 2. Lustrzanki - w których obiektyw rzuca obraz przyszłego zdjęcia poprzez lustro na matówkę. Obraz jest albo wielkości zdjęcia na negatywie, albo nawet powiększony. Można więc w lustrzance kontrolować ostrość wszystkich szczegółów. Małoobrazkowe lustrzanki buduje się wyłącznie z jednym obiektywem w przeciwieństwie do lustrzanek 6 x 6 cm, które budowane są w dwóch konstrukcjach: jedno lub dwuobiektywowe. Natomiast w grupie lustrzanek małoobrazkowych istnieje inny podział, na: a) lustrzanki z wymiennym wziernikiem, przez który obserwujemy obraz (rzucony przez obiektyw na lustro i matówkę) patrząc nań z góry. Obraz jest odwrócony stronami: prawa po lewej i odwrotnie; a poza tym wielka niedogodność: trudno jest zrobić zdjęcie w kompozycji pionowej. Na miejsce wziernika można w tych aparatach założyć wymienny pryzmat pentagonalny, uzyskując w ten sposób obraz, którego strony będą położone właściwie. b) lustrzanki z pryzmatem pentagonalnym wbudowanym na stałe, w który zagląda się jednym okiem, jak w celownik lunetkowy (wizjer), z tą różnicą, że widzi się obraz duży (wybitnie powiększony w stosunku do obrazu rzuconego potem na błonę, a więc wyraźny w drobnych nawet szczegółach), rzutowany przez obiektyw ostro, kiedy odpowiednio go nastawimy, i nie jest on już odwrócony stronami (co sprawiał pryzmat). Można dowolnie komponować: w pionie czy poziomie. Trudno w takich warunkach robić zdjęcia złe, nieostre. Są jednak tacy, którzy się skarżą na trudności w precyzyjnym nastawieniu ostrości na matówce. Wolą nastawiać za pośrednictwem dalmierza, gdzie rozdwojony obraz musi się zejść w jedno. Jest to kwestia wzroku i - kupując aparat - trzeba ją wziąć pod uwagę. Najnowsze konstrukcje rozwiązują wszystkie te kwestie. Są bowiem lustrzanki, w których zastosowano matówkę z klinem optycznym spełniającym rolę dalmierza, opartym na podobnej zasadzie. Jeszcze jeden podział stosuje się w całej grupie aparatów małoobrazkowych, a więc i lustrzanek, i tych z celownikiem przeziernikowym: są to aparaty z optyką stałą, tzn. z obiektywem wbudowanym, niewymiennym. Są one z zasady tańsze, lecz dają tylko te możliwości zdjęć, jakie daje obiektyw o standardowej ogniskowej. Natomiast pełną wszechstronnością fotografowania wyróżniają się aparaty z optyką wymienną. W Dreźnie skonstruowano w latach dwudziestych naszego wieku pierwszą lustrzankę małoobrazkową na świecie, była to słynna Exakta, której produkcji zaniechano już od szeregu lat. Z tej samej rodziny produkowany jest tylko uproszczony model Exakty o nazwie Exa I b. Ale i tu wprowadzono zasadniczą modyfikację, stosując do mocowania obiektywu gniazdo zaopatrzone w identyczny gwint, jak w aparatach Praktica. W ten sposób Exa I b stała się aparatem pomocniczym dla posiadaczy aparatów Praktica, pasują bowiem do niej obiektywy i wyposażenie dodatkowe Praktiki. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat zakłady drezdeńskie
wypuściły na rynek kilkanaście różnych typów tych aparatów, począwszy
od zupełnie prostych, a skończywszy na takich, które są wyposażone w układy
elektroniczne dobierające w sposób automatyczny warunki prawidłowej
ekspozycji. Lustrzanki jednoobiektywowe produkcji ZSRR - to różne modele
aparatów o nazwie Zenit. Modele te różnią się między sobą konstrukcyjnie,
noszą też różne znaczenia. Początkowo w aparatach tych było stosowane
gniazdo do osadzania obiektywów wyposażone w gwint M 39. Pasowały
do niego wówczas tylko oryginalne obiektywy produkcji ZSRR. Od szeregu
lat jednak w aparatach Zenit stosuje się gniazda obiektywowe z gwintem
M 42, a więc takim samym jak w aparatach Praktica. Dzięki temu
w aparatach Zenit można teraz stosować obiektywy od aparatów Praktica
i odwrotnie. Dotyczy to również wyposażenia dodatkowego. Czemu ta jednoobiektywowa
lustrzanka stała się najbardziej popularna w przemyśle aparatów fotograficznych?
Przecież jej zasadnicza konstrukcja znana jest od kilkudziesięciu lat?
Dawniej obraz rzutowany na matówkę był odwrócony stronami; we wzierniku
można go było tworzyć na wysokości piersi, a niemożliwe to było na wysokości
oka. Dziś jedną i drugą wadę usunął pryzmat pentagonalny. Dawniej
można było obserwować obraz i nastawiać ostrość przy pełnym otworze przysłony
- jak i dzisiaj - ale przed naciśnięciem spustu migawki trzeba było aparat
odpowiednio odwrócić; aby pierścieniem nastawić właściwą przysłonę. Dopiero
wówczas, gdy obraz w lustrzance mocno nieraz się zaciemnił, a więc stał
się mało widoczny, robiło się zdjęcie. Po wyzwoleniu migawki obraz znikał
na matówce, bowiem uniesione lustro nie odbijało już w jej kierunku promieni
światła padających przez obiektyw. Gdy przesunęliśmy błonę napinając równocześnie
migawkę, pojawiał się na matówce obraz, ale ciemny, wskutek przymkniętej
przysłony obiektywu. Przed następnym zdjęciem trzeba więc było ją całkowicie
otworzyć, a następnie powtórzyć wszystkie opisane powyżej manipulacje.
Wymagało to kilku ruchów, a przede wszystkim czasu. Zaabsorbowani
tymi czynnościami mogliśmy nie zauważyć następnego tematu fotograficznego,
po prostu mógł on nam "uciec". Tymczasem kolega fotografujący
Leiką, Fedem czy aparatem Zorka jednym ruchem przeciągnął film, napiął
migawkę i... zrobił następne zdjęcie. Dziś w lustrzankach wszystko to
uprościło się, zmieniło. Obserwujemy fotografowany motyw przy pełnym otworze
przysłony, jasny, duży, wyraźny aż do chwili naciśnięcia spustu. Widok
ten przerwany zostaje tylko na krótki czas ekspozycji (ułamek sekundy),
gdyż lustro natychmiast samoczynnie powraca, a obiektyw również samoczynnie
otwiera znów do maksimum swą przysłonę. Nie odejmując więc aparatu od
oka, można już nastawiać ostrość do następnego zdjęcia. Jakże często zdarzało
się dawniej, że w pośpiechu zapominano przysłonić obiektyw przed następnym
naciśnięciem spustu. Rezultat: stracone zdjęcie. Nawet zaawansowany fotoamator
miewał po kilka takich prześwietlonych klatek na każdym filmie. Dziś to
wszystko odeszło "w siną dal" dzięki wynalazkowi automatycznej
przysłony. Tablica obiektywów pokazuje, jaki rodzaj automatyzacji
zastosowano w budowie obiektywu i do którego aparatu jest on przeznaczony.
Oczywiste jest, że obiektywy do aparatów celownikowych nie wymagają tej
automatyzacji, gdyż nastawienie ostrości odbywa się przez użycie dalmierza
lub też "na wyczucie" poprzez wizualną ocenę oddalenia
fotografowanego przedmiotu i ustawienia odpowiedniej wielkości na skali
odległości obiektu. W dodatku, dla przedmiotów bliskich wystąpić może
paralaksa przestrzenna między obrazem obserwowanym w celowniku a obrazem
rzutowanym przez obiektyw aparatu na błonę światłoczułą. Lustrzanka jednoobiektywowa
nie ma wspomnianych wad. I to jest chyba jedna z tajemnic jej sukcesów
na rynkach światowych. Ale te wszystkie udogodnienia, te ogromnej zresztą
doniosłości ułatwienia, owa wszechstronność nowoczesnego aparatu, są potrzebne
tylko temu, kto już umie fotografować i chce podnieść zakres swoich możliwości.
Natomiast początkujący otrzyma lepsze zdjęcia tanim i nieskomplikowanym
aparatem. Wreszcie, bodaj dla "honoru domu", należy się słów kilka aparatom na płyty szklane, przedstawicielom "starego porządku" fotograficznego. Wygnane z czołowych miejsc w witrynach sklepowych przez maleńkie chromowane cuda, nie są jednak bezużyteczne. Aparaty płytowe (kliszowe) mają większe rozmiary: 6 x 9, 9 x 12,10 x 15,13 x 18 cm i jako takie stosowane są często przez fotografów zawodowców, a nadto służą jeszcze wielu celom technicznym i naukowym. Ich zaletą (i wadą zarazem) jest to, że robią jednorazowo tylko jedno zdjęcie, skontrolowane na matówce, zamiast której wstawia się następnie płytę światłoczułą. Na matówce otrzymujemy dokładny obraz tego, co za chwilę sfotografujemy. Każdą pojedynczą płytę można indywidualnie wywołać, odwrotnie niż przy taśmie małoobrazkowej, gdzie wywołuje się od razu 36 różnych zdjęć. Wobec posiadania wiernie pokazującej rzeczywistość matówki aparaty te nadają się dobrze do portretów, zdjęć archiwalnych, reprodukcji (podwójny wyciąg miecha). Do takich aparatów często stosuje się tzw. adaptery, które umożliwiają używanie zamiast płyt szklanych - normalnej błony zwojowej. Ale wtedy trzeba rezygnować z indywidualnego wywoływania pojedynczych negatywów. Aparaty płytowe nie umarły śmiercią naturalną, choć tak się zdawać mogło. Wszechstronność małoobrazkowych aparatów - wszechstronnością, ich precyzja dobrego, szwajcarskiego zegarka - precyzją. Ale rezultatem tego działania jest negatyw miniaturowy o rozmiarach 24 x 36 mm. Dla wielu fotografujących zbyt mały jest to format, np. dla fotoreporterów wielkich pism ilustrowanych, fotografów architektury czy dla zdjęć technicznych i naukowych. Buduje się więc i obecnie aparaty płytowe w formatach 6 x 9, 9 x 12,13 x 18, ale w odróżnieniu od tamtych z minionej już epoki - doskonalsze w precyzji wykonania, w cenie prześcigające nawet wysokiej klasy kamery małoobrazkowe i jeszcze bardziej od nich wszechstronne. Do takich kamer należy w Europie aparat Linhof-Technika czy Sinar, w Japonii Wista czy Horseman, a w Ameryce - Graflex. Podsumowując: nie ma aparatów zdecydowanie złych. Aparat tańszy nie jest gorszy (i odwrotnie), ma tylko wyższe nieco możliwości. Nie aparat stanowi o rezultatach, lecz jego właściciel. To nie puste słowa. Można, mając aparat skrzynkowy, zdobywać za swe zdjęcia nagrody na konkursach i można mając aparat Praktica zepsuć na 36 wszystkie 36 zdjęć. "Narzędzie jest sprawą uboczną, człowiek - sprawą najważniejszą" - powiedział niegdyś nestor polskiej fotografii, Jan Bułhak. Są to najtańsze i najprostsze w obsłudze aparaty, doskonałe
do wykonywania rodzinnych zdjęć. Nastawienie ostrości, czasu i
przysłony, a także przewijanie filmu odbywa się w nich zazwyczaj automatycznie,
w niektórych część parametrów można ustawić ręcznie. Większość z nich
ma wbudowaną lampę błyskową. Aparaty te, często określane mianem "polaroid", umożliwiają uzyskanie w ciągu kilku minut kolorowej odbitki wykonanego zdjęcia. Stosuje się do nich specjalne filmy, które są dość drogie i nie pozwalają na wykonywanie dodatkowych odbitek, ale nie wymagają ponoszenia dodatkowych kosztów na obróbkę.
|